Modlitwa obecności

DSC_0348p

Witajcie! Tu s. Klara. Chciałabym podzielić się z wami moim osobistym doświadczeniem modlitwy przed Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie.

Właściwie zamiast słowa modlitwa, powiedziałabym raczej „trwanie”, ponieważ sama odkrywałam, czym jest dla mnie modlitwa i zazwyczaj kojarzyła mi się
z odmawianiem konkretnych formułek. Dziś, po przejściu pewnej drogi
w poszukiwaniu jej sensu, mogę stwierdzić, że modlitwa jest trwaniem w obecności Miłującego Boga, Jezusa, który zawsze pierwszy wychodzi do mnie z pragnieniem spotkania. Bo tym także jest modlitwa: spotkaniem z Ukochaną Osobą, która nie wyobraża sobie życia beze mnie. Idę do Niego z przekonaniem, że to Bóg nieskończenie bardziej pragnie mnie niż ja Jego. I to Duch święty sprawia we mnie, że już nie mogę inaczej jak tylko pozwolić Bogu się kochać, czyli właściwie nic nie robić, poza tym, żeby BYĆ.  On robi wszystko, ja tylko daje mu swoją otwartość.

Przychodzą oczywiście chwile trudności, oschłości, pytania o sens takiej modlitwy, która nie jest na pierwszy rzut oka efektywna. Wydaje mi się, że właśnie szukanie owoców, czy korzyści jest jedną z największych przeszkód w trwaniu przed Jezusem. Chcielibyśmy od razu widzieć sens tego, co robimy, bo tak jesteśmy nauczeni. Trudno się tego pozbyć. A jedyne, czego potrzeba to wiara w żywą obecność Jezusa, że On tu jest
i mnie kocha. Jeśli tej wiary brakuje to módlmy się o nią: „Panie przymnóż nam wiary”, (Łk 17,5).
Wierni tej modlitwie po jakimś czasie zauważymy, że coś się w nas zmienia, że Jezus nas oczyszcza, że widzimy inaczej, że budzą się w nas pragnienia, chęć przebaczenia, wolności, miłości. I to, czego On w nas dokonuje jest jakby efektem ubocznym bycia przy Mistrzu z Nazaretu, a nie celem samym w sobie, bo cel jest tylko jeden i jest nim sam Jezus.

Dla mnie osobiście, jest jeszcze jeden sposób na trudności w Adoracji Jezusa obecnego
w Najświętszym Sakramencie. Proszę o pomoc Maryję. To przecież Ona, będąc Matką Jezusa, najwięcej się na Niego „napatrzyła”. Przecież dobrze wiemy, że na dzieci, szczególnie te maleńkie, można patrzeć się godzinami, i jakoś się człowiekowi to nie nudzi. Wystarczy, że dziecko zrobi jakąś minę na przykład podczas snu i to sprawia, że jesteśmy zachwyceni. Więc, kiedy jest mi trudno na Adoracji wyobrażam sobie małego Jezusa, który śpi, albo się czymś bawi, albo gaworzy, albo je i przy tym się brudzi J i jest
o wiele łatwiej.

Kiedyś, jeszcze przed wstąpieniem do klasztoru, często słyszałam pytanie: „po co chodzę tak często do kościoła?” Odpowiadając, używałam przykładu, że jeśli się kogoś kocha, to przecież często chce się z tą osobą spotykać, choćby razem pomilczeć i na siebie popatrzeć. Chrześcijaństwo rodzi się z doświadczenia, że jest się do szaleństwa kochanym przez Boga w Trójcy Św. To miłość Osobowa, bezinteresowna nas inspiruje
i pobudza do stawiania kroków miłości. Jeśli nie masz takiego doświadczenia, proś
o nie Ducha Świętego, który jest Miłością Ojca i Syna.

Obyście poznali Miłość Chrystusa, która przewyższa wszelką wiedzę i zostali napełnieni całą pełnią Boga.” (Ef 3,19)

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s